poniedziałek, 11 stycznia 2010

Łagry - odszkodowanie

Żona oraz synowie skazanego na dziesięć lat łagrów Waleriana Ż. domagają się po 60 tys. złotych zadośćuczynienia i odszkodowania za cierpienia, których doznał ich mąż i ojciec. By wyjaśnić tę sprawę, sąd będzie musiał przesłuchać świadków z Białorusi.


Albina Ż. jest wdową po Walerianie Ż., natomiast Romualda i Henryk jego dziećmi. Wnioskodawcy korzystają z prawa, jakie daje im ustawa o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego. Każdy z nich domaga się od skarbu państwa 60 tys. zł: 15 tys. zł tytułem odszkodowania i 45 tys. zł tytułem zadośćuczynienia - wyjaśnia Ewa Kosowska-Korniak z biura prasowego Sądu Okręgowego w Opolu.
Jak wynika z wniosku, w 1949 roku Walerian Ż. został aresztowany i w lipcu 1945 roku postanowieniem Szczególnej Narady w Grodnie skazany na 10 lat pozbawienia wolności w łagrach z konfiskatą całego majątku. Podstawą zatrzymania i skazania była działalność Waleriana Ż. w polskiej organizacji przeciwstawiającej się zaborowi ziem polskich. Tyle że wnioskodawcy nazwy tej organizacji nie znają. Walerianowi Ż. najpierw wymierzono karę 25 lat pozbawienia wolności, ale później zamieniono ją na 10 lat.

nieruchomości rzeszów
Był więziony m.in. w moskiewskiej Łubiance. Potem został przetransportowany do łagru w Workucie, z którego po śmierci Stalina został formalnie zwolniony 6 sierpnia 1954 roku, jednak pracę przymusową musiał wykonywać do 1958 roku. W tym czasie ożenił się, a przy pierwszej nadarzającej się okazji wyjechał z żoną i pierwszym synem do Polski.
"Cierpienia, które przeszedł nasz bliski, są niewymierne" - napisali we wniosku żona i dzieci Waleriana Ż. Zaznaczyli również, że przy orzekaniu odszkodowania sąd powinien wziąć pod uwagę jego młody wiek, długi okres pozbawienia wolności oraz to, że zmarł na chorobę nowotworową - co zdaniem jego żony i dzieci było wynikiem wyniszczającej pracy w łagrowych kopalniach.
Proces w tej sprawie rozpoczął się w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Opolu, jednak rozprawa została odroczona, gdyż sąd zdecydował, że konieczne jest przesłuchanie do tej sprawy trzech osób, które mogłyby zweryfikować relacje podane przez rodzinę Ż.
Sęk w tym, że świadkowie ci mieszkają na Białorusi. Zostaną oni więc przesłuchani przed tamtejszym sądem, a protokoły ich zeznań zostaną przesłane do Polski. Rozprawa zostanie wznowiona dopiero, gdy te materiały zostaną dostarczone do Sądu Okręgowego w Opolu.
Źródło: Gazeta Wyborcza Opole

POLECANE:
http://odszkodowania.ckg.pl/

niedziela, 10 stycznia 2010

Odszkodowanie od Chin

Odszkodowanie 2,2 miliarda USD za program do cenzury w Chinach?

Amerykańska firma złożyła właśnie pozew przeciwko Chińskiej Republice Ludowej za skopiowanie znacznej części kodu źródłowego, znajdującego się w chińskiej aplikacji cenzorskiej. Chodzi o program Zielona Tama, który miał być instalowany na każdym komputerze w Państwie Środka, aby nie dopuszczać nieletnich do treści pornograficznych lub przemocy. Oprócz samego państwa chińskiego pozew dotyczy również dwóch firm informatycznych oraz siedmiu producentów komputerów.



nieruchomości rzeszów





W zeszłym roku Chiny ogłosiły, że każdy komputer sprzedany po 1 lipca 2009 będzie miał zainstalowaną aplikację Zielona Tama (Green Dam Youth Escort). Wprowadzenie tych planów w życie odsuwało się jednak stopniowo w czasie, a w końcu całkiem z nich zrezygnowano. Informowaliśmy o tym w tekście W Chinach nie będzie totalnej blokady porno. Decyzja związana była z lukami w aplikacji, które wykryli pracownicy Uniwersytetu Michigain, oraz protestami producentów komputerów.


Z kolei sama Zielona Tama to dość kontrowersyjny program cenzorski, który wedle zapewnień chińskich władz miał chronić dzieci przed pornografią oraz przemocą internetową. Krytycy pomysłu wskazywali jednak dodatkowo na fakt, że może on zostać wykorzystany także do blokowania innych treści niewygodnych dla Pekinu. O fakcie, że część kodu źródłowego aplikacji została skopiowana z programu amerykańskiej firmy CYBERsitter poinformowali już jakiś czas temu naukowcy z Uniwersytetu Michigain. Dopiero teraz jednak sama zainteresowana firma postanowiła przedsięwziąć kroki prawne i złożyła pozew.
źródło: technologie.gazeta.pl

piątek, 8 stycznia 2010

Odszkodowanie za mówienie po polsku

Mieszkający w Hamburgu Polak chciał odszkodowania za decyzję miejscowego urzędu ds. dzieci i młodzieży za to, że ten odmówił mu prawa rozmawiania z dziećmi po polsku. Sąd odrzucił jego pozew.
Wojciech Pomorski oprócz Jugendamtu zaskarżył także miasto. Obie instytucje za dyskryminację ze względu na przynależność narodową.
Nauczyciel-germanista domagał się przeprosin na piśmie i 15 tysięcy euro odszkodowania za to, że Jugendamt w Hamburgu-Bergedorfie zabronił mu rozmawiania w języku polskim podczas nadzorowanych spotkań z córkami.
Bo nikt nie rozumiał polskiego?
Uzasadniano to m.in. tym, że Jugendamt nie
ma współpracownika, władającego językiem polskim, co - jak twierdzi Pomorski - nie było prawdą.


nieruchomości rzeszów
Iwona-Polonia i Justyna po rozstaniu rodziców znalazły się pod opieką matki, obywatelki Niemiec. Kilka lat temu matka wyjechała z obiema córkami do Austrii. Teraz sprawa dotycząca kontaktów Pomorskiego z dziećmi toczy się przed sądem austriackim.
Długoletni proces
Proces przed hamburskim sądem rozpoczął się jeszcze w grudniu 2006 roku. Został jednak zawieszony ze względu na trudności z odnalezieniem akt, dokumentujących konflikt Pomorskiego z Jugendamtem.
Wiosną 2009 r. sąd administracyjny Hamburga nakazał władzom miasta podjęcie działań mających na celu odnalezienie oraz udostępnienie żądanych dokumentów, co otworzyło drogę do wznowienia procesu.
Sąd się nie zgodził
Zdaniem sądu nie pojawiły się jednak nowe argumenty w sprawie sprzed trzech lat, zaś pieniężne odszkodowanie na podstawie kodeksu prawa cywilnego byłoby zasadne w przypadku ciężkiego naruszenia praw osobistych, takich jak naruszenie nietykalności cielesnej albo czci.
Podczas procesu adwokaci Polaka wskazywali również na postanowienia polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 roku, który gwarantuje mniejszości niemieckiej w Polsce i Polakom w Niemczech możliwość swobodnego "posługiwania się językiem ojczystym w życiu prywatnym i publicznie, dostępu do informacji w tym języku, jej rozpowszechniania i wymiany".
Choćby do Strasburga
W ocenie Pomorskiego, hamburski sąd potwierdził swym wyrokiem, że "w Niemczech dopuszczalny jest szantaż językowy". - Wynarodowiono dwie dziewczynki, obywatelki polskie - dodał.
- Boją się stworzyć precedens. Jeśli pozwolono by Pomorskiemu rozmawiać z dziećmi w języku polskim, to także osoby innych narodowości - których w Niemczech jest bardzo wiele - będą chciały mówić w swoich językach w trakcie nadzorowanych spotkań z dziećmi - interpretuje decyzję sądu polski rodzic.
Pomorski - który kieruje działającym na terenie Niemiec Stowarzyszeniem "Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci" - oświadczył również, że odwoła się od wyroku do niemieckich sądów wyższej instancji, a w ostateczności - do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
źródło:tvn24.pl

czwartek, 7 stycznia 2010

Adwokaci żądają odszkodowania

- Skarb państwa zapłaci nam wielkie odszkodowania - mówią dwaj adwokaci aresztowani przed trzema laty pod zarzutem łapówkarstwa
Zielonogórscy adwokaci Piotr Żyłka i Włodzimierz Sawicki nie popełnili przestępstwa. Tak stwierdziła prokuratura apelacyjna w Katowicach w częściowym umorzeniu śledztwa.
Przed trzema laty adwokaci Piotr Żyłka i Włodzimierz Sawicki zostali zatrzymani przez częstochowskich funkcjonariuszy CBŚ. Polecenie wydała katowicka prokuratura. Sąd natychmiast aresztował obu adwokatów.
Zarzucono im przyjęcie łapówek w zamian za obietnicę załatwienia uchylenia aresztów trzech osób. Od Mariusza Ch. mieli przyjąć 200 tys. zł. Tomasz R. miał im dać 300 tys. zł, a Andrzeja H. 50 tys. zł.
Adwokaci dziwili się zatrzymaniu. Ich klienci nie trafili do cel, ponieważ nie było ku temu podstaw. - I potrafiliśmy to udowodnić wybraniając ich - tłumaczą adwokaci.
W rezultacie zatrzymania i aresztu obaj mecenasi spędzili w celach 45 dni.

nieruchomości rzeszów


Już podczas posiedzenia aresztowego w sądzie pomylono Sawickiego z inną osobą. - Przeczytano akta innej sprawy i wpisano tam moje nazwisko. Błąd potem poprawiono, ale to był jakiś absurd - mówi Sawicki.
Sąd areszt w końcu uchylił. Już wtedy nie dopatrzył się przestępstwa adwokatów. Sprawą zajęła się prokuratura apelacyjna w Katowicach. - Potrzebowała trzech lat, żeby stwierdzić, że nie popełniliśmy żadnego przestępstwa - dziwią adwokaci.
Teraz adwokaci mają już postanowienie z 30 grudnia ub.r. o częściowym umorzeniu śledztwa w ich sprawie. Prokuratura Apelacyjna w Katowicach stwierdziła, że nie popełnili oni zarzucanego przestępstwa.
Teraz adwokaci zapowiadają pozwanie skarbu państwa. Mówią, że wywalczą olbrzymie odszkodowania. - Trzy lata, jako czynny adwokat musiałem tłumaczyć klientom, że zarzuty wobec mnie są bzdurą - mówi Sawicki.
źródło:gazetalubuska.pl
POLECANE:

środa, 6 stycznia 2010

Odszkodowanie od szpitala

Gorzów Wielkopolski: rzecznik szpitala idzie do sądu po odszkodowanie

Przed Sądem Rejonowym w Gorzowie Wielkopolskim odbyła się pierwsza rozprawa, w której były rzecznik gorzowskiego szpitala domaga się od placówki odszkodowania.


odszkodowania za wypadek przy pracy, odszkodowanie powypadkowe



Przed sądem zeznawały 5 stycznia trzy pracownice Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie. W marcu sąd ma przesłuchać byłą dyrektor lecznicy, Wandę Szumną, która podpisywała z niektórymi pracownikami dodatkowe umowy. Taka umowa podpisana została m.in. z Krzysztofem Cichowlasem, który pełnił wówczas obowiązki dyrektora ds. mediów i związków zawodowych, był też rzecznikiem prasowym lecznicy.

Kopie umów nie trafiły do kadr i księgowości. Nikt o nich nie wiedział, dopóki rzecznik nie zgłosił się do szpitala po pieniądze, które zgodnie z zapisami niejawnej umowy, mu się należą.


źródło: rynekzdrowia.pl

POLECANE:



wtorek, 5 stycznia 2010

Policjanci oskarżeni o wyłudzanie odszkodowań

Policjanci wśród oskarżonych w sprawie wyłudzania odszkodowań

41 osób, w tym sześciu policjantów, oskarżyła katowicka prokuratura w śledztwie dotyczącym wyłudzania odszkodowań komunikacyjnych. Według ustaleń, ta grupa przestępcza sfingowała kilkadziesiąt kolizji drogowych, a potem wyłudziła od towarzystw ubezpieczeniowych kilkaset tysięcy złotych.

Akt oskarżenia w tej sprawie został przesłany do Sądu Okręgowego w Katowicach - poinformował we wtorek Mariusz Łączny z katowickiej prokuratury okręgowej.

"Oskarżonym przedstawiono zarzuty dotyczące udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustw ubezpieczeniowych, a także poświadczania nieprawdy w dokumentach i posługiwania się nimi. Policjanci usłyszeli ponadto zarzuty przekroczenia uprawnień i przyjmowania korzyści majątkowych" - powiedział prok. Łączny.


odszkodowania powypadkowe, odszkodowanie przy pracy



Wśród oskarżonych jest sześciu policjantów z Tychów, Bierunia i Sosnowca. Według ustaleń śledztwa, to funkcjonariusz tyskiej drogówki Zbigniew Ż. założył gang wyłudzający odszkodowania.


Zbigniew Ż. miał wyłożyć pieniądze na kupno kilku używanych samochodów. Zarejestrowano je na figurantów i ubezpieczono. Później członkowie grupy inscenizowali kolizje. Demontowali części aut, np. zderzaki i maski, w ich miejsce zakładając uszkodzone, wyjęte z aut, które rzeczywiście brały udział w wypadkach. Potem ustawiali samochody na drodze i zgłaszali kolizję. Policjanci potwierdzali w dokumentach, że doszło do kolizji. Zdarzało się, że oszuści posługiwali się tylko jednym samochodem, a nawet w ogóle nie jechali na miejsce rzekomej kolizji - mówi prok. Łączny.

W ten sposób oszukane zostały cztery towarzystwa ubezpieczeniowe.

Prokuratura oskarżyła kierowców, którzy uczestniczyli w rzekomych kolizjach i policjantów, którzy mieli przyjmować łapówki za wypełnianie dokumentów, umożliwiających wyłudzanie odszkodowań. Na ławie oskarżonych zasiądzie także diagnosta, który dopuszczał samochody do ruchu, choć w ogóle nie przywożono ich na badania techniczne.

Sprawa, która zakończyła się aktem oskarżenia, została wyłączona z większego śledztwa, prowadzonego w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach. Dotyczy ono m.in. korupcji i handlu bronią z policyjnych magazynów. Pod koniec 2008 r. do katowickiego sądu trafił akt oskarżenia dotyczący zasadniczej działalności gangu. 69 osób osobom zarzucono popełnienie 396 przestępstw.

Wśród oskarżonych w tamtym procesie są Zbigniew Ż. i Wojciech P., którzy odpowiadają za kierowanie grupą. Obaj odpowiedzą także w nowym procesie, dotyczącym wyłudzania odszkodowań. Także w tym wątku śledztwa usłyszeli zarzuty.(PAP)

źródło: ww6.tvp.pl/


POLECANE:


http://odszkodowaniaaaa.blog.onet.pl/

http://odszkodowanie.eblog.pl/

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Odszkodowanie za II wojnę światową

Setki miliardów dolarów

Uprzedzając zamianę roli kata i ofiary, Polska i Polacy powinni wystawić rachunek, o którym Niemcy (i Rosja) powinni wiedzieć, że może zostać im przedstawiony do uregulowania. Z rachunkiem tym należy zapoznać także inne nacje, aby osłabić oddziaływanie niemieckiej propagandy, oddziaływanie, którego nasilenie zaczyna być zauważalne.

Oto mamy efekty 16-letniej polityki posypywania popiołem głów Polaków przez okrągłostołowych polityków. Erika Steinbach, zachęcona ich postawą, organizuje wystawę, która ma przygotować Niemców do zmiany sądów i postawy wobec tego, co zdarzyło się w czasie i po zakończeniu II wojny światowej. W możliwym do przewidzenia czasie, Niemcy zapewne zażądają od swych ofiar odszkodowań (a i o Rosji można by tu napisać niemal dosłownie to samo).

Wystawić rachunek

Należy wystawić Niemcom i państwu niemieckiemu (oraz Rosjanom i państwu rosyjskiemu) rachunek za II wojnę światową, za zbombardowane miasta i wsie, za zniszczone fabryki, ograbione muzea i banki, za narzucony nam komunizm, za utracone 60 lat i przepadłe szanse rozwoju (w makroekonomii nosi to nazwę kosztu alternatywnego).

Powyższy rachunek obejmuje straty materialne, które oszacowane zostały na ok. 50 ówczesnych miliardów USD, a według ekonomistów i cen dzisiejszych, wynoszą ok. 750 miliardów USD (nie zawierają one wzmiankowanego kosztu alternatywnego, utraconych możliwości innego rozwoju niż w ustroju komunistycznym).

Czy kwota w/w ujmuje wszelkie straty? Zdecydowanie NIE. Nie zawiera bowiem strat niematerialnych, jakie z rąk niemieckich poniósł nasz naród. Nie ujmuje losu ponad 6 milionów obywateli polskich zamordowanych w obozach koncentracyjnych, w pacyfikacjach, skrytobójczych i publicznych egzekucjach, bombardowanych miastach, palonych wsiach, strat moralnych , jakie ponieśli wysiedlani z Wielkopolski, Śląska i Pomorza (oraz z miast i wsi na wschód od linii Ribbentrop-Mołotow).

Oszacować straty

Tu pojawia się problem, jak oszacować (policzyć) te straty. Pojawia się trudność, jak wycenić życie ludzkie?
Czy życie Polaka warte jest tyle samo, mniej czy więcej, od życia Niemca, Francuza, Anglika lub Amerykanina?
Przyjmując, że życie Polaka warte jest tyle samo, ile warte jest życie przedstawiciela jednego z wymienionych narodów, można tę wartość określić np. przy pomocy precedensów, które w praktyce międzynarodowej miały już miejsce.
Libia zgodziła się wypłacić 33.000.000 USD rodzinom 170 ofiar, które zginęły w samolocie linii UTA nad Nigrem, w zamachu zorganizowanym przez agentów libijskich w 1989 r. Daje to kwotę 194.000 dolarów odszkodowania za 1 życie ludzkie.
Za zamach na berlińską dyskotekę La Belle ? 1986 r., ten sam rząd zapłacił 35.000.000 USD. Trzeba jednak pamiętać, że rannych w nim zostało 229 osób, a zginęły zaledwie 3 osoby.
Rekordowe zobowiązanie rządu Kadafiego dotyczyło zamachu w 1988 r. na samolot PanAm, w którym zginęło 270 pasażerów samolotu i mieszkańców szkockiego miasteczka Lockerbie. Wyniosło ono ni mniej, ni więcej tylko 2,7 mld USD, to jest 10 mln dolarów za jedno odebrane ludzkie życie.
Takie odszkodowania wypłaca rząd kraju, który pozbawiał życia niewinnych cywilów.


nieruchomości rzeszów


Jakiej jednak wysokości są odszkodowania dla rodzin, które utraciły bliską osobę w wypadku lotniczym? Umowy międzynarodowe przewidują minimalną kwotę 75.000 USD, ale tylko w razie stwierdzenia, że linie lotnicze nie ponoszą odpowiedzialności za katastrofę. W przeciwnym wypadku nie ma górnej granicy roszczeń.

Ile się należy?

Gdyby posłużyć się precedensowymi odszkodowaniami za zabójstwo pasażerów samolotów, trzeba by stwierdzić, że Polsce i rodzinom ofiar przysługiwałyby odpowiednio kwoty:

1164 miliardy dolarów = 6 mln ofiar x 194.000 USD
60.000 miliardów dolarów = 6 mln ofiar x 10.000.000 USD
Gdyby zaś posłużyć się zwykłymi wypadkami:
450 miliardów dolarów = 6 mln ofiar x 75.000 USD

Pamiętać należy, że w czasie II wojny światowej Polacy nie ginęli w niezawinionych wypadkach lotniczych (kwota 450 miliardów USD), a byli zabijani z premedytacją, z matematyczną systematyką, z bezwzględnością bestii (odpowiednio kwoty 1.164 miliardów USD lub 60.000 miliardów (czyli 60 bln)USD).
Wyliczenie odszkodowania na poziomie 450 mld USD, oznaczałoby niezwykle łagodne, chrześcijańskie potraktowanie sprawców i ich niemieckich spadkobierców, niemal Chrystusowe przebaczenie, odpuszczenie win bez pełnego zadośćuczynienia.

A ile od Rosji?

Nie do pominięcia jest też współudział Niemiec w zagładzie niemal 2 milionów Polaków, zagładzie dokonanej przez Rosję sowiecką zarówno na Syberii, jak i na terenach zaburzańskich (oraz od 22 lipca 1944 r. co najmniej do 1956 r. w Polsce centralnej).
Współudział mający charakter spółki zawiązanej na papierze w Pakcie Ribbentrop - Mołotow.
Czy nie należałoby np. zażądać zapłaty także za zbrodnie rosyjskie?
I czy wobec ewentualnej niewypłacalności (?) tego wspólnika dokonywanych od 1939 roku zbrodni nie należałoby po nią wystąpić do drugiego współudziałowca zadłużonej spółki? Niemcom oczywiście przysługiwałoby prawo regresji wobec Rosji, ale to już byłaby wewnętrzna sprawa wspólników tych niewyobrażalnych zbrodni. Jakby ją między sobą rozwiązali, to nie powinno interesować Polski.

Wobec roszczeń

Skoro można było dokonać wyceny życia obywateli Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Turcji (jedną z ofiar dyskoteki w Berlinie, była Turczynka), to można, a nawet należy dokonać wyceny życia ofiar polskich.
Można i należy przedstawić ten weksel rządowi, państwu i narodowi niemieckiemu (i rosyjskiemu) ku przestrodze. Z rachunkiem krzywd należy też zapoznać inne narody i społeczeństwa, aby kłamstwa niemieckie (i rosyjskie) nie znajdowały wdzięcznych słuchaczy.

Gdyby Niemcy (a może i Rosjanie) wysunęli roszczenia wobec Polski, można skorzystać z rozwiązania stosowanego w inwentaryzacji, gdzie rachunkowość zaleca stosowanie kompensaty nadwyżek i niedoborów.
W tym wypadku nastąpiłaby kompensata wzajemnych roszczeń, a strona, którą obciążałyby roszczenia nieskompensowane, zobowiązana byłaby do pokrycia różnicy wynikającej z roszczeń. Stroną tą na pewno nie byłaby Polska, lecz Niemcy (i Rosja). Wysokość nieskompensowanej kwoty na pewno powalałaby na kolana. Zwłaszcza gospodarnych i oszczędnych Niemców.

Na rozkaz Hitlera

Zimą 1944/45 roku Niemców z Polski wygnali nie Polacy, lecz Hitler.Wygnał ich strach przed odpowiedzialnością za barbarzyństwa, których się tu dopuścili. Potem zaś większość wysiedlili alianci, w tym dawny sojusznik III Rzeszy - Rosja sowiecka. Polska i Polacy nie mieli tu nic do powiedzenia.
Zimą 1944/45 roku, kolumny niemieckich cywilów dziesiątkował mróz i sowieckie samoloty szturmowe, nie Polacy. Ubermensche zaznali wówczas tego, co spotkało kolumny polskich uciekinierów podczas kampanii wrześniowej 1939 r., czy Polaków deportowanych na Syberię. Tyle, że nie z polskich rąk tego zaznali, a z sowieckich (rosyjskich) i po rozkazie wydanym im przez ich własnego, niemieckiego kanclerza, którego sami sobie wybrali.

P.S. Autor dziękuje redakcji Gazety Wyborczej za pomoc w napisaniu powyższego tekstu. Pomoc znaczącą, choć niezamierzoną.
Ostatnio Kadafi zażądał - od Bułgarii, po 10 mln Euro odszkodowania za każde rzekomo zarażone AIDS-em - przez bułgarskie pielęgniarki, libijskie dziecko. Kwota ta koresponduje z wysokością odszkodowania, które Libia musiała zapłacić za zamach na pasażerów samolotu, który spadł w Lockerbee, jak i z ewentualnymi naszymi pretensjami wobec Niemiec i Rosji.
Pamiętajmy, że w czasie, w którym ziemie polskie były objęte działaniami wojennymi i okupacją 2 najeźdźców, to jest przez ok. 2040 dni, zginęło 8 milionów obywateli polskich. Pamiętajmy, że co 22 sekundy mordowano Polaka, co 22 sekundy mordowano obywatela państwa polskiego (ściślej co 30 kilka sek. zabijano Polaka, a co 50 kilka sek. obywatela polskiego innej narodowości, co daje średnią 1 obywatel co 22 sek.).
Na marginesie -
czy pakt Ribbentrop-Mołotow został - w sposób przyjęty w dyplomacji i stosunkach międzynarodowych - unieważniony? Czy też może w stosunkach wzajemnych Niemiec i Rosji, ma moc nadal obowiązującą - ten IV/V już rozbiór Polski?

źródło: rodaknet.com