CHEŁMEK. Kopalnia nigdy nie zamierzała i nie zamierza wypłacać odszkodowań wszystkim poszkodowanym przez wstrząsy. Wyjątkiem jest trzęsienie odnotowane 9 lutego. To fakty, które wyszły na jaw podczas czwartkowej sesji rady miejskiej.
Na spotkanie z radnymi przyszli: dyrektor techniczny kopalni Piast Jacek Kudela, główny inżynier ds. tąpań Jerzy Pituła oraz główny inżynier mierniczo-geologiczny Dariusz Bieroński.
Po wstrząsie z 9 lutego do tej pory do kopalni wpłynęło ponad 700 wniosków o odszkodowanie. 63 z gminy Chełmek.
- Przeprowadziliśmy oględziny w 20 chełmeckich i gorzowskich domach. Z tego 11 postępowań zakończyliśmy ugodą i wypłacimy ludziom pieniądze - poinformował Jerzy Pituła.
- Teraz, po wstrząsie z 9 lutego, rozpatrujemy wszystkie wnioski. Po innych wstrząsach nie będziemy stosowali tej metody - tłumaczył Jacek Kudela.
Strefa, w której przedstawiciele Piasta pochylają się nad szkodami kończy się na ul. Oświęcimskiej i Jagiellońskiej (jadąc od Oświęcimia po lewej stronie ulic). Właściciele domów, usytuowanych po prawej stronie szosy, choćby całe popękały w wyniku działalności kopalni, odszkodowania nie dostaną.
źródło: www.przelom.pl
sobota, 27 lutego 2010
poniedziałek, 15 lutego 2010
KATYŃ odszkodowanie.
Rosyjscy komuniści domagają się powołania komisji parlamentarnej, która udowodni, że Polaków w Katyniu zabili Niemcy. W przeciwnym wypadku Polska zażąda 100 mld dol. odszkodowania i cały majątek państwa rosyjskiego za granicą zostanie skonfiskowany
Komunistyczny poseł Wiktor Iliuchin, występując przed Dumą, tłumaczył kolegom, że Rosja stanęła w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa. 5 maja Hillary Clinton otworzy w Kongresie USA wystawę poświęconą polskim oficerom zamordowanym w Katyniu. W ten sposób Stany Zjednoczone poprą polską wersję o rozstrzelaniu Polaków wiosną 1940 r. przez NKWD. W samej Polsce planowana jest w tym czasie "cała seria imprez noszących antyrosyjski charakter".Do dziś, jak przypomniał poseł, do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka trafiło 70 skarg przeciw Rosji od krewnych ofiar Katynia. - Polska chce skierować ogólną skargę przeciw nam za rozstrzelanie wszystkich oficerów i zażądać 100 mld dol. odszkodowania. Płacić będzie już Rosja, nasze dzieci, nie ZSRR. Jest bardzo prawdopodobne, że na majątek i konta Rosji za granicą zostanie nałożony areszt w celu zaspokojenia tych roszczeń - bił na alarm Iliuchin.
Tymczasem wersja zbrodni, w której winni są Rosjanie, to tylko "wymysły propagandy goebbelsowskiej". Według Iliuchina bliżej nieznana społeczna komisja historyków i polityków - mimo iż władze rzucają jej kłody pod nogi - w ostatnich latach znalazła dowody na to, że Polacy zostali rozstrzelani z broni niemieckiej przez Niemców.
nieruchomości rzeszów
Poseł nie precyzuje, jacy historycy doszli do tych wniosków. Chodzi mu jednak o amatorów, takich jak metalurg z zawodu Jurij Muchin, który poświęcił życie gloryfikacji postaci Stalina, a dokumenty świadczące o jego zbrodniach uważa za fałszywki spreparowane przez Amerykanów, Polaków, Żydów i takich zdrajców Rosji jak Michaił Gorbaczow, Borys Jelcyn, a ostatnio nawet Władimir Putin.
Iliuchin w imieniu swojej frakcji domaga się "powstrzymania Putina", który w kwietniu ma wziąć udział w obchodach 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, "od powtarzania przedwczesnych i najpewniej błędnych twierdzeń w sprawie śmierci oficerów polskich". Niezbędne jest też powołanie komisji parlamentarnej, która - uzyskawszy dostęp do archiwów - ustali prawdę o Katyniu.
Parlamentarzyści powinni jego zdaniem zająć się również zbadaniem okoliczności śmierci "od 80 do 120 tys. czerwonoarmistów" wziętych do niewoli polskiej w 1920 r. Ta ostatnia kwestia, przypominana przez niektórych Rosjan jako dyżurny argument przeciwko Polakom, została dokładnie zbadana przez historyków polskich i rosyjskich, którzy doszli do wspólnego wniosku, że od chorób, głodu, ciężkich warunków w niewoli polskiej umarło nie więcej niż 18 tys. czerwonoarmistów.
- Nie wierzę, że taka komisja powstanie. Jeśli jednak będzie powołana, mnie tam nie poproszą, choć byłbym gotów stanąć przed nią. I przypomniałbym, że zbrodnia katyńska to nie tylko Katyń. Ponad 6 tys. Polaków wiosną 1940 r. rozstrzelali kaci z NKWD z niemieckich waltherów w Kalininie [dziś Twer]. Zostali pochowani w Miednoje - w miejscu, do którego armia niemiecka w czasie wojny nigdy nie dotarła - mówi "Gazecie" Anatolij Jabłokow, były prokurator wojskowy, który w latach 1990-94 kierował najpierw radzieckim, a potem rosyjskim śledztwem w sprawie zbrodni katyńskiej.
Źródło: Gazeta Wyborcza
POLECANE:
Odszkodowanie za zjedzenie hamburgera z igłą.
Klient restauracji Burger King w Bedford razem z kawałkiem swojej kanapki połknął igłę. Spuchł i nie mógł pracować przez pół roku. Tak przynajmniej wynika z relacji poszkodowanego. Po nieudanych próbach polubownego załatwienia bulwersującego przypadku sprawą ostatecznie zajmnie się sąd.
- Po trzecim kęsie poczułem, że coś przechodzi mi przez gardło. Syn stwierdził jednak, że to może być kawałek sałaty - opowiada Oscar Chaves.
Później jednak mężczyzna trafił do szpitala, a lekarze znaleźli w jego żołądku igłę o długości 5 cm. Stwierdzili też u pacjenta uszkodzenie przełyku.
nieruchomości rzeszów
- Miałem przez 8 tygodni spuchnięta twarz i musiałem przejść półroczne leczenie. Nie mogłem pracować - wspomina Chaves.
Pechowy klient chciał, aby sieć zwróciła mu 15 tys. dolarów za leczenie. Firma nie zgodziła się jednak na takie rozwiązanie.
Przeprosiła jedynie klienta i poprosiła o zwrot igły. Zaproponowała też wypłatę 5 tys. dolarów odszkodowania - pisze „MyFox”.
To rozzłościło Chavesa, który zatrudnił prawnika i teraz domaga się 1,5 mln dol. odszkodowania.
- Nie chciałem iść z tym do sądu. Chodziło tylko o pokrycie kosztów leczenia. Po takiej odpowiedzi, nie zostawili mi jednak wyboru - tłumaczy klient.
Finał sporu wydaje się być bardzo ciekawy. Czy niejaki Chaves to wyjątkowy pechowiec, który trafił w renomowanej sieci fast food naprawdę na “igłowego” hamburgera, czy też jest kolejnym naciągaczem, który ryzykując utratę zdrowia stara się wyłudzić odszkodowanie? Nie jest przecież przesądzone, że poszkodowany sam umieścił w kanapce maluteńki przedmiot, absolutnie nie nadający się do spożycia.
źródło:www.meritum-news.com
POLECANE:
- Po trzecim kęsie poczułem, że coś przechodzi mi przez gardło. Syn stwierdził jednak, że to może być kawałek sałaty - opowiada Oscar Chaves.
Później jednak mężczyzna trafił do szpitala, a lekarze znaleźli w jego żołądku igłę o długości 5 cm. Stwierdzili też u pacjenta uszkodzenie przełyku.
nieruchomości rzeszów
- Miałem przez 8 tygodni spuchnięta twarz i musiałem przejść półroczne leczenie. Nie mogłem pracować - wspomina Chaves.
Pechowy klient chciał, aby sieć zwróciła mu 15 tys. dolarów za leczenie. Firma nie zgodziła się jednak na takie rozwiązanie.
Przeprosiła jedynie klienta i poprosiła o zwrot igły. Zaproponowała też wypłatę 5 tys. dolarów odszkodowania - pisze „MyFox”.
To rozzłościło Chavesa, który zatrudnił prawnika i teraz domaga się 1,5 mln dol. odszkodowania.
- Nie chciałem iść z tym do sądu. Chodziło tylko o pokrycie kosztów leczenia. Po takiej odpowiedzi, nie zostawili mi jednak wyboru - tłumaczy klient.
Finał sporu wydaje się być bardzo ciekawy. Czy niejaki Chaves to wyjątkowy pechowiec, który trafił w renomowanej sieci fast food naprawdę na “igłowego” hamburgera, czy też jest kolejnym naciągaczem, który ryzykując utratę zdrowia stara się wyłudzić odszkodowanie? Nie jest przecież przesądzone, że poszkodowany sam umieścił w kanapce maluteńki przedmiot, absolutnie nie nadający się do spożycia.
źródło:www.meritum-news.com
POLECANE:
odszkodowanie
odszkodowania
środa, 10 lutego 2010
Odszkodowanie za pomyłke policji.
Poszukujący przestępcy policjanci wtargnęli przez pomyłkę do innego mieszkania. Lokator, który ma od tej pory poważne kłopoty z kręgosłupem, żąda od policji 200 tys. zł odszkodowania. Dziś przed warszawskim sądem rozpoczyna się proces w tej sprawie.
nieruchomości rzeszów
W środę 10 lutego 2010 r. i w piątek 12 lutego 2010 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie (Al. Solidarności 127) odbędą się dwie kolejne rozprawy w sprawie Piotra D. przeciwko Skarbowi Państwa - Komendantowi Wojewódzkiemu Policji w Białymstoku. (sygn. XXV C 351/09). Piotr D. pozwał Skarb Państwa o zadośćuczynienie i odszkodowanie w wysokości ok. 200 tys. zł, w związku z interwencją Policji w jego mieszkaniu na Bielanach w Warszawie, która miała miejsce 5 lutego 2008 r. Policjanci z grupy antyterrorystycznej w czasie interwencji brutalnie nadużyli siły, w wyniku czego Piotr D. ma poważne problemy zdrowotne z kręgosłupem. Na krótko po wtargnięciu do mieszkania Piotra D. okazało się, że cała akcja była pomyłką. Policja błędnie zidentyfikowała lokal, w którym rzekomo mieli przebywać niebezpieczni przestępcy. Piotr D. jest informatykiem, a owe mieszkanie wynajmował już od półtora roku.
Od zdarzenia przez ponad rok trwały bezskuteczne próby ugodowe, związane m.in. z trudnościami w ustaleniu, kto był odpowiedzialny za całą akcję. Ostatecznie udało się ustalić, że za tę interwencję odpowiadał samodzielny pododdział antyterrorystyczny policji w Białymstoku, podległy bezpośrednio pod Komendanta Wojewódzkiego w Białymstoku. Ta jednostka Policji została pozwana przez Piotra D.
Na dwóch planowanych rozprawach zeznania składać będą policjanci, którzy brali udział w akcji. Sprawa Piotra D. jest objęta Programem Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Piotra D. reprezentuje pro bono mec. Joanna Młot-Schönthaler z kancelarii Clifford Chance.
źródło: lex.pl
nieruchomości rzeszów
W środę 10 lutego 2010 r. i w piątek 12 lutego 2010 r. przed Sądem Okręgowym w Warszawie (Al. Solidarności 127) odbędą się dwie kolejne rozprawy w sprawie Piotra D. przeciwko Skarbowi Państwa - Komendantowi Wojewódzkiemu Policji w Białymstoku. (sygn. XXV C 351/09). Piotr D. pozwał Skarb Państwa o zadośćuczynienie i odszkodowanie w wysokości ok. 200 tys. zł, w związku z interwencją Policji w jego mieszkaniu na Bielanach w Warszawie, która miała miejsce 5 lutego 2008 r. Policjanci z grupy antyterrorystycznej w czasie interwencji brutalnie nadużyli siły, w wyniku czego Piotr D. ma poważne problemy zdrowotne z kręgosłupem. Na krótko po wtargnięciu do mieszkania Piotra D. okazało się, że cała akcja była pomyłką. Policja błędnie zidentyfikowała lokal, w którym rzekomo mieli przebywać niebezpieczni przestępcy. Piotr D. jest informatykiem, a owe mieszkanie wynajmował już od półtora roku.
Od zdarzenia przez ponad rok trwały bezskuteczne próby ugodowe, związane m.in. z trudnościami w ustaleniu, kto był odpowiedzialny za całą akcję. Ostatecznie udało się ustalić, że za tę interwencję odpowiadał samodzielny pododdział antyterrorystyczny policji w Białymstoku, podległy bezpośrednio pod Komendanta Wojewódzkiego w Białymstoku. Ta jednostka Policji została pozwana przez Piotra D.
Na dwóch planowanych rozprawach zeznania składać będą policjanci, którzy brali udział w akcji. Sprawa Piotra D. jest objęta Programem Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Piotra D. reprezentuje pro bono mec. Joanna Młot-Schönthaler z kancelarii Clifford Chance.
źródło: lex.pl
poniedziałek, 8 lutego 2010
Żądają miliona odszkodowania za śmierć syna.
29-latek w niewyjaśnionych okolicznościach zmarł w areszcie w Tarnowskich Górach tuż po zatrzymaniu. Jego rodzice domagają się miliona złotych zadośćuczynienia. - Wyrok w tej sprawie będzie miał wpływ na postępowanie z aresztowanymi - uważają prawnicy.
- Nic na ten temat nie wiemy i do czasu aż sąd nie przekaże nam odpisu pozwu nie będziemy komentowali tej sprawy - mówi kapitan Piotr Kołodziej, zastępca dyrektora aresztu śledczego w Tarnowskich Górach. To od tej placówki rodzice Sebastiana Parkitnego domagają się miliona złotych zadośćuczynienia oraz zwrotu kosztów pogrzebu. Zarzucają strażnikom niedopełnienie obowiązków i niezapewnienie ich synowi bezpieczeństwa. To rekordowe żądanie w historii śląskiej służby więziennej.Pozew Parkitnych został przyjęty przez Sąd Okręgowy w Gliwicach, kilkanaście dni temu zostali też zwolnieni przez sędziów z kosztów. - Nie jesteśmy pazerni. Chcemy, żeby ten proces był nauczką dla funkcjonariuszy, bo przecież aresztowani to też ludzie - mówi Danuta Parkitna, matka zmarłego mężczyzny.
29-letni Sebastian z Dąbrowy Górniczej został zatrzymany przez oficerów Centralnego Biura Śledczego w grudniu 2006 r. Był podejrzany o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i pobicie członków klubu motocyklowego z Opolszczyzny. Na wniosek prokuratury mężczyzna trafił do aresztu w Tarnowskich Górach. Był zdrowy, co roku - jako kierowca testowy samochodów rajdowych - przechodził specjalistyczne badania lekarskie.
Dziesięć dni po aresztowaniu nieoczekiwanie zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że powodem zgonu był obrzęk mózgu. Według biegłych najbardziej prawdopodobną przyczyną jego powstania mogło być zatrucie nieznaną substancją. Nie potrafili jednak ustalić, jak było w tym przypadku, bo tuż po śmierci mężczyzny w niewyjaśnionych okolicznościach znikła koszulka, na którą wymiotował. Specjaliści nie mogli więc zbadać wymiocin.
nieruchomości rzeszów
Wiadomo, że po kolacji Parkitny zaczął się skarżyć współwięźniom, że boli go brzuch i głowa, miał też wymioty i biegunkę. Około godz. 23 stracił przytomność i zaczął się moczyć. Koledzy z celi alarmowali strażników. Jednak ci karetkę pogotowia wezwali dopiero po godz. 1, a znajdujący się w śpiączce mężczyzna do szpitala trafił dopiero o godz. 3. Wtedy na ratunek było już jednak za późno.
- W areszcie nie było stałej opieki lekarskiej, nikt nie nadzorował cel z więźniami, dochodziło tam do przypadków przemocy, a służbie więziennej prawie godzinę zajęło zorganizowanie konwoju, który zawiózł syna do szpitala - wylicza Danuta Parkitna. Zdaniem jej męża Zdzisława te błędy i zaniechania strażników przyczyniły się do śmierci ich syna. - Sebastian nie miał statusu niebezpiecznego przestępcy, więc gdyby od razu zawieźli go do szpitala, być może by żył - mówi rozżalony ojciec.
Służba więzienna nie komentuje tych zarzutów. - Dla nas to także była przykra sprawa, jednak wszystkie jej okoliczności wyjaśnia prokuratura i czekamy na jej ustalenia - mówi kapitan Kołodziej.
31 grudnia śledczy po raz kolejny umorzyli śledztwo w sprawie śmierci Parkitnego, uznając, że nie ma dowodów na to, iż przyczynili się do niej pracownicy aresztu lub współwięźniowie. Decyzja nie jest jednak prawomocna. Rodzice zmarłego aresztanta wraz z Helsińską Fundacją Praw Człowieka złożyli kolejne zażalenie na decyzję śledczych. Dodatkowo złożyli w sądzie skargę, zarzucając śledczym opieszałość w działaniu i ukrywanie niektórych dokumentów.
- Przez trzy lata wbrew zaleceniom sądu nie powołali zespołu biegłych, który wypowiedziałby się na temat medycznych przyczyn śmierci naszego syna. Dopiero na tydzień przed umorzeniem sprawy przesłuchali lekarkę, która w ciągu dwóch godzin wydała ustną opinię - mówi Danuta Parkitna. Dlatego od prokuratury domaga się 20 tys. zł odszkodowania za przewlekłość postępowania. - Do skargi państwa Parkitnych ustosunkujemy się, gdy otrzymamy ją z sądu - mówi prokurator Agata Słuszniak, szefowa Prokuratury Rejonowej w Tychach, która prowadziła śledztwo w sprawie zgonu aresztanta.
Według śląskich prawników wyrok w procesie Parkitni kontra areszt będzie miał znaczenie dla dalszego postępowania z osadzonymi mającymi problemy zdrowotne. - Jeżeli rodzina wygra, służba więzienna będzie musiała zmienić procedury dotyczące opieki medycznej aresztantów - twierdzą prawnicy.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
POLECANE:
sobota, 6 lutego 2010
Odszkodowanie za złe wychowanie dziecka.
Pięciu Włochów w wieku od 14 do 15 lat po raz pierwszy osaczyło 12-letnią koleżankę z sąsiedztwa w centrum Mediolanu wiosną 2001 r. Przez dwa kolejne lata - zastraszając, bijąc i szantażując - zmuszali ją wielokrotnie do współżycia seksualnego. Kiedy dziewczyna powiedziała wreszcie o gwałtach rodzicom, sprawców szybko aresztowano, a sąd skazał ich na dwu- i trzyletnie kary więzienia.
Ciężkie depresje zmusiły jednak dziewczynę do przerwania nauki i choć po długiej terapii zdołała wrócić do szkoły, nie nadrobiła braków i do dziś 20-latka nie rozpoczęła wymarzonych studiów. - Kara więzienia nie wystarcza. Pójdź jeszcze raz do sądu, niech rodziny gwałcicieli zapłacą ci odszkodowanie - namawiał ją uporczywie adwokat Giuseppe Alaimo.
Mediolańska sędzia Bianca La Monica poparła roszczenia młodej Włoszki i zasądziła właśnie 450 tys. euro odszkodowań od dziesięciorga rodziców gwałcicieli. - Podczas wychowywania dorastających synów nie pokazali im, co oznacza szacunek dla innych. Nie nauczyli ich nawiązywania innych niż fizyczne kontaktów z dziewczętami. Ich dzieci traktowały swą ofiarę jak rzecz - tłumaczyła sędzia.
Rodzice wszelkimi sposobami próbowali dowodzić, że nie zaniedbywali swych obowiązków. Świadkowie obrony opowiadali sądowi, że synowie nie włóczyli się po nocach, mówili sąsiadom "dzień dobry" i chodzili do kościoła. Szkoła poświadczyła niezłe oceny i udział chłopców w pogadankach o wychowaniu seksualnym.
- Pierwsze zeznania skazanych na temat gwałtów były przerażająco sterylne. Ani śladu własnych emocji czy zrozumienia dla emocji ofiary. Jakieś przebłyski poczucia dyskomfortu lub nawet winy pojawiły się dopiero, kiedy sądowi psycholodzy przymusili ich do refleksji - ocenił sąd. I stwierdził, że brak wyrzutów sumienia, który umożliwił seryjne gwałty, był efektem fatalnego wychowania.
Od odpowiedzialności za synów przestępców nie wywinęli się nawet dwaj ojcowie, którzy po rozwodach już na kilka lat przed rokiem 2001 nie mieszkali na stałe z dziećmi pozostającymi pod opieką matek. - Rozwód nie zwalnia z obowiązku kształtowania swego dziecka - usłyszeli od sędzi.
nieruchomości rzeszów
Podobnym argumentem wobec rozwiedzionych rodzin posługują się też władze brytyjskiego Liverpoolu, gdzie po zasztyletowaniu nastolatka w 2007 r. prokuratura straszy rodziców karami za brak współpracy z policją i nieinformowanie jej, że dzieci wpadły w sidła ulicznych gangów.
- To nowy i dobry trend w Europie. Aby oddać sprawiedliwość ofierze i zapobiegać przestępstwom, trzeba wskazywać na konkretną odpowiedzialność konkretnych winnych. A za przyszłość dzieci są przecież współodpowiedzialni rodzice - twierdzi włoski publicysta Flavio Scarappo.
Orzeczenie sądu cywilnego w Mediolanie to już drugi głośny przykład odradzania się we Włoszech praktyki karania rodziców za tzw. culpa in educando, czyli złe wychowanie. Włoski sąd najwyższy zaledwie kilka miesięcy temu zatwierdził odszkodowanie wypłacone przez rodzinę niespełna 18-letniego mordercy na rzecz rodziny ofiary.
Za winę rodziców sąd uznał absolutną nieumiejętność syna pohamowania negatywnych emocji i wyrażania ich bez użycia przemocy. Kiedy jego niewiele starszy kolega spod Syrakuz zaczął się do niego zalecać, nie potrafił zwyczajnie odmówić czy oświadczyć, że nie jest gejem, lecz impulsywnie zdecydował się zalotnika zabić.
Ciężkie depresje zmusiły jednak dziewczynę do przerwania nauki i choć po długiej terapii zdołała wrócić do szkoły, nie nadrobiła braków i do dziś 20-latka nie rozpoczęła wymarzonych studiów. - Kara więzienia nie wystarcza. Pójdź jeszcze raz do sądu, niech rodziny gwałcicieli zapłacą ci odszkodowanie - namawiał ją uporczywie adwokat Giuseppe Alaimo.
Mediolańska sędzia Bianca La Monica poparła roszczenia młodej Włoszki i zasądziła właśnie 450 tys. euro odszkodowań od dziesięciorga rodziców gwałcicieli. - Podczas wychowywania dorastających synów nie pokazali im, co oznacza szacunek dla innych. Nie nauczyli ich nawiązywania innych niż fizyczne kontaktów z dziewczętami. Ich dzieci traktowały swą ofiarę jak rzecz - tłumaczyła sędzia.
Rodzice wszelkimi sposobami próbowali dowodzić, że nie zaniedbywali swych obowiązków. Świadkowie obrony opowiadali sądowi, że synowie nie włóczyli się po nocach, mówili sąsiadom "dzień dobry" i chodzili do kościoła. Szkoła poświadczyła niezłe oceny i udział chłopców w pogadankach o wychowaniu seksualnym.
- Pierwsze zeznania skazanych na temat gwałtów były przerażająco sterylne. Ani śladu własnych emocji czy zrozumienia dla emocji ofiary. Jakieś przebłyski poczucia dyskomfortu lub nawet winy pojawiły się dopiero, kiedy sądowi psycholodzy przymusili ich do refleksji - ocenił sąd. I stwierdził, że brak wyrzutów sumienia, który umożliwił seryjne gwałty, był efektem fatalnego wychowania.
Od odpowiedzialności za synów przestępców nie wywinęli się nawet dwaj ojcowie, którzy po rozwodach już na kilka lat przed rokiem 2001 nie mieszkali na stałe z dziećmi pozostającymi pod opieką matek. - Rozwód nie zwalnia z obowiązku kształtowania swego dziecka - usłyszeli od sędzi.
nieruchomości rzeszów
Podobnym argumentem wobec rozwiedzionych rodzin posługują się też władze brytyjskiego Liverpoolu, gdzie po zasztyletowaniu nastolatka w 2007 r. prokuratura straszy rodziców karami za brak współpracy z policją i nieinformowanie jej, że dzieci wpadły w sidła ulicznych gangów.
- To nowy i dobry trend w Europie. Aby oddać sprawiedliwość ofierze i zapobiegać przestępstwom, trzeba wskazywać na konkretną odpowiedzialność konkretnych winnych. A za przyszłość dzieci są przecież współodpowiedzialni rodzice - twierdzi włoski publicysta Flavio Scarappo.
Orzeczenie sądu cywilnego w Mediolanie to już drugi głośny przykład odradzania się we Włoszech praktyki karania rodziców za tzw. culpa in educando, czyli złe wychowanie. Włoski sąd najwyższy zaledwie kilka miesięcy temu zatwierdził odszkodowanie wypłacone przez rodzinę niespełna 18-letniego mordercy na rzecz rodziny ofiary.
Za winę rodziców sąd uznał absolutną nieumiejętność syna pohamowania negatywnych emocji i wyrażania ich bez użycia przemocy. Kiedy jego niewiele starszy kolega spod Syrakuz zaczął się do niego zalecać, nie potrafił zwyczajnie odmówić czy oświadczyć, że nie jest gejem, lecz impulsywnie zdecydował się zalotnika zabić.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Mienie zabużańskie - odszkodowanie
Ponad miliard zł rekompensat za mienie zabużańskie
06.02. Warszawa (PAP) - Ponad 1 mld 55 mln zł wyniosła wartość rekompensat za mienie zabużańskie, wypłaconych do końca stycznia tego roku od początku prowadzenia wypłat, czyli od grudnia 2006 roku - poinformował resort skarbu.Przez ten czas ministerstwo przekazało do Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) dane osób uprawnionych do wypłaty 24 tys. 681 odszkodowań.
odszkodowania za wypadek przy pracy, odszkodowanie powypadkowe
"W styczniu 2010 r. przekazano do Banku Gospodarstwa Krajowego dane osób uprawnionych do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami Rzeczypospolitej Polskiej, umożliwiające wypłatę w lutym bieżącego roku 565 rekompensat" - podkreśla resort. Ustawa o realizacji prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza granicami RP przyznaje uprawnionym osobom odszkodowania w wysokości 20 proc. wartości zostawionego mienia.
Chodzi o mienie pozostawione przez osoby przesiedlone w latach 1944-1952 z terenów należących przed II wojną światową do Polski. Odszkodowania za mienie zabużańskie są wypłacane z Funduszu Rekompensacyjnego. Fundusz zasilają środki ze sprzedaży gruntów przez Agencję Nieruchomości Rolnych. (PAP)
źródło:www.bankier.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)